Sąd skazał Beatę Sawicką na 3 lata więzienia i grzywnę. Była posłanka PO została uznana winną płatnej protekcji, żądania i przyjęcia łapówki. Za winnego uznany został również burmistrz Helu Mirosław Wądołowski. Został skazany na 2 lata w zawieszeniu na 5 lat.

Wyrok zapadł w warszawskim sądzie okręgowym po 2,5-letnim procesie. CBA zatrzymało ówczesną posłankę PO w październiku 2007 roku, gdy przyjmowała - jak uznano w akcie oskarżenia - łapówkę.

Sąd ogłosił, że w okresie od czerwca do października 2007 roku Sawicka w celu osiągnięcia korzyści majątkowych wywołała u Tomasza Kaczmarka (agent "Tomek") i drugiego świadka przekonanie o możliwości wywarcia wpływu na burmistrza Helu i podjęła się za podjęciem korzyści w wysokości 102 tys. zł pośrednictwa w przejęciu działki na Helu. Według sądu Sawicka ułatwiła także przyjęcie łapówki burmistrzowi Helu.

Szczegóły nagłośnił ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński tuż przed wyborami. Wywołało to wątpliwości PO i części mediów co do domniemanego politycznego tła operacji CBA wobec Sawickiej (usuniętej wtedy z PO). Ona sama prosiła w emocjonalnym wystąpieniu szefa CBA, by jej "nie linczował publicznie". Twierdziła, że padła ofiarą prowokacji agenta CBA. Uznała, że oficerowie CBA przekroczyli uprawnienia, podejmując wobec niej inwigilację i że namawiali ją do przestępstwa. Kamiński temu zaprzeczał.

Obrona wniosła o uniewinnienie obojga podsądnych. Zdaniem adwokatów operacja CBA była nielegalna i sąd powinien to stwierdzić w wyroku. Jak mówili, CBA nie miało przesłanek - wiarygodnej informacji o przestępstwie Sawickiej - nie powinno było więc wszczynać operacji przeciw niej. A inwigilację - przekonywali - wszczęto, rozbudzono uczucia kobiety i wykorzystano do postawienia przed sądem. Obrońcy b. posłanki podtrzymują, że udający biznesmena agent Tomek uwiódł Sawicką.

Żródło: gazeta.pl, polskieradio.pl